To nie jest kraj dla starych ludzi

„Nie musisz tego robić” – to zdanie przewija się przez film, który nie do końca pasuje mi do typowych produkcji braci Coen. W „Fargo” bohater był dziwaczny, a sam film pełen groteskowych scen, jednak „To nie jest kraj dla starych ludzi” jest jednocześnie przygnębiający i pełen akcji. Tutaj wszystko dzieje się zrywami: akcja na początku, potem spokój, potem znów akcja. Tego typu konstrukcja sprawdziła się świetnie jeśli chodzi o trzymanie widza w napięciu. Przyczynił się do tego również Brolin, doskonały w roli głównej. Jones również spisał się świetnie w silnej roli drugoplanowej, jako zbliżający się do emerytury szeryf ubolewający nad koszmarem, który rozpętał się po znalezieniu torby z pieniędzmi.

Jednak prawdziwą perłą jest tu czarny charakter grany przez Javiera Bardema, który ma swoją własną definicję sprawiedliwości – brutalną i szaloną. Nawet ktoś, kto go zna, nie jest w stanie zatrzymać jego działań. Bardem, którego nie miałem przyjemności oglądać nigdy wcześniej, jest doskonały i w pełni zasłużył na otrzymanego Oscara. Jego obecność czuć nawet w scenach, w których nie ma go na ekranie. To coś, czego nie doświadczyłem w kinie od czasu „Trzeciego człowieka” Orsona Wellesa i stworzonego przez niego Harry’ego Lime’a.

Nie chcę psuć seansu, dlatego powiem tyle – to najlepsza współczesna historia z Dzikiego Zachodu jaką widziałem od czasu „Trzech pogrzebów Melquiadesa Estrady”, w którym zresztą również grał Tommy Lee Jones. Zauważalny był także brak silnej ścieżki dźwiękowej – twórcy uznali, że odgłos butów i pustynne krajobrazy wystarczą. Sprawiało to jednocześnie naturalne i niepokojące wrażenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *