Kod nieśmiertelności

Na początku sądziłem, że to po prostu kolejny film akcji. Główny bohater będzie szukał zamachowca, znajdzie go, uratuje dziewczynę i wszystko skończy się dobrze. Ale „Kod nieśmiertelności” to coś zupełnie innego. Jest pełen tajemnic, rozwiązanych w nieprzewidywalnie inteligentny sposób. To jeden z tych filmów, które intrygują oglądającego i pozwalają mu się świetnie bawić do samego końca.

„Kod nieśmiertelności” nie jest oparty na utartych schematach, typowych dla kina akcji. Twórcy chcieli uniknąć przewidywalności i stworzyć coś inteligentnego, dającego do myślenia. Duncan Jones potraktował akcję z najniższym priorytetem, gdyż zależało mu na historii. To pierwszy film akcji tego reżysera – być może dlatego wykazał się rozwagą i nie poszedł w kierunku nierealistycznych pokazówek. Fabuła pełna jest intrygujących wątków, który nie sposób samemu rozwikłać ani powiązań.

Odtwórcy głównych ról spisali się znakomicie. Jake Gyllenhaal podniósł wysoko poprzeczkę, nadając filmowi tempo. Michelle Monaghan świetnie poradziła sobie z rolą niewinnej dziewczyny, a Vera Farmiga również sprawiła się doskonale. Najlepiej moim zdaniem wypadł Jeffrey Wright. Strona techniczna filmu jest naprawdę dopracowana – muzyka Chrisa Bacona brzmi nieco staroświecko, ale pasuje do klimatu filmu. Efekty momentami kuleją, ale to nie ma znaczenia. Scenariusz jest naprawdę świetny. A film jest pełen autentycznego ciepła.

„Kod nieśmiertelności” przypomina mi trochę „Jestem bogiem” – obydwa filmy są inteligentne, intrygujące (tak, wiem, nadużywam tego słowa) i bardzo oryginalne. Wyróżniają się na tle współczesnego kina akcji, które aspiruje co najwyżej do tego, aby być jak najgłośniejsze i maksymalnie odjazdowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *