Dla niej wszystko

Russell Crowe to aktor, na którym można polegać. Jego kreacje są na tyle inteligentne i zuchwałe, żeby obronić się nawet w takim filmie, jak ten. Publiczność i krytyka robią się obecnie coraz bardziej wymagający i oczekują mądrzejszych, spójniejszych filmów, jednak na filmie tak zwariowanym i wartkim jak „Dla niej wszystko” nadal można bawić się świetnie. Tutaj bohater po prostu musi pokonać przeciwności i w ten lub inny sposób uratować się – albo zginąć. Dzięki reżyserskiemu talentowi Haggisa i świetnej grze Crowe’a zyskujemy dwie godziny niewymagającej, lecz emocjonującej akcji, w której główny bohater uchyla się przed kulami, a my trzymamy kciuki obgryzając z nerwów paznokcie.

Główny powód, dla którego ten film się broni, to Russel Crowe. Aktor w pełni wcielił się w bohatera, który jest w pełni poświęcony rodzinie i zrobi dla niej wszystko. Nie ma tu wprowadzenia w akcję, wszystko rusza niczym lawina. Sceny początkowe zasiewają jedynie w umyśle widza ziarenko wątpliwości, jednak to tylko pomaga napędzać poczucie rozpaczy i smutku, budując atmosferę zagrożenia, w której porusza się bohater.

Krok po kroku śledzimy poczynania głównego bohatera – nauczyciela, który ściga się z czasem, aby ratować żonę. Wkrótce musi stawić czoło zbirom i podejrzliwym policjantom. Jego relacje z rodziną są napięte, a wszystkim nowym kontaktom zagraża przeszłość żony. Skupienie się na tych intymnych, osobistych momentach z życia bohatera sprawia, że widz identyfikuje się z nim, nawet jeśli podejmuje dziwne decyzje.

Seans na pewno nie grozi nudą – krąg zacieśnia się, a bohater czuje, że może nie dać rady wypełnić swojej misji. Crowe’a wspierają inne aktorskie sławy: Brian Dennehy, Liam Nelson i Jason Beghe. To naprawdę dobre, rozrywkowe kino.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *