Amores perros

Ten meksykański film był zaskakująco dobry. Przyznaję się bez bicia do pewnych uprzedzeń dotyczących meksykańskiego kina, choć to właściwie może drugi meksykański film, jaki widziałem. „Amores Perros” to dzieło bardzo utalentowanego reżysera i miejmy nadzieję, że z powodu sukcesu woda sodowa nie uderzy mu do głowy.

Film składa się z trzech różnych historii osadzonych we współczesnym Meksyku, połączonych ze sobą wspólnymi elementami. Bohaterowie należą do różnych klas społecznych i na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym, że są nieszczęśliwi i mają… psy. Psy grają we wszystkich trzech historiach znaczącą rolę. Jedno ostrzeżenie – film zawiera sceny okrucieństwa, w tym walki psów i zdecydowanie nie jest przeznaczony dla wrażliwych miłośników zwierząt.

Reżyseria jest świetna, historie są bardzo złożone, a jednocześnie ludzkie i mimo melodramatycznego czy tragicznego zakończenia pozostawiają widza z uczuciem cienia nadziei. „Amores Perros” zawiera wiele pamiętnych scen, które z przyjemnością bym opisał, jednak napiszę coś innego: idźcie i wypożyczcie lub obejrzyjcie ten film w kinie. Jest wart każdej ze 150 minut, które na niego poświęcicie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *